czwartek, 15 listopada 2012

Jednopart. Smutny...

Nie piszę o kim jest. Specjalnie jego imię pojawi się dopiero pod koniec... Mam nadzieje, że się spodoba. wcześniej zapomniałam teraz dodaje jeszcze muzykę :D
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Znałam go od bardzo dawna. Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy. Na początku to była tylko przyjaźń - dla niego. Dla mnie od samego początku był kimś ważniejszym. Po półtora roku przyjaźni, odważyłam się i postanowiłam mu powiedzieć co czuje. Było to dla mnie bardzo trudne. Już nie wytrzymywałam. Siedziałam w pokoju na parapecie słuchając wolnej, przymulającej muzyki i... płakałam, po prostu płakałam. Zupełnie nie wiedziałam co zrobić. Serce podpowiadało mi: Idź do niego, powiedz mu co czujesz, a może on czuje to samo?. Natomiast rozum to była zupełnie inna sprawa: A co jeśli on nie czuje tego samego co ty? Co jeśli po twoim wyznaniu on po prostu odejdzie... Bałam się tego, cholernie się tego bałam. Po jakimś czasie stwierdziłam, że w końcu będę musiała mu to powiedzieć.  Zanim to zrobiłam, znowu siedziałam na parapecie i myślałam jak mu to powiedzieć. "Cześć! Dawno się nie widzieliśmy, kocham cię, co tam u ciebie?" Nie raczej nie... A może coś w stylu długiego wyznania. Najpierw o tym, że nie chce psuć naszej przyjaźni, ale nie potrafię się, ot tak odkochać, i tak dalej, i tak dalej... Nie, to zbyt oklepane. Wiem. Po prostu do niego podejdę i mu powiem. Nie wiem jak, ale mu powiem. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Zadzwoniłam do niego, umówiłam się, że przyjdę do jego domu. Mieszkał niedaleko. Jakieś 15-20 minut drogi na piechotę. Miałam przyjść o 18:00. Od samego rana bardzo się denerwowałam. Nie wiedziałam jak się ubrać. Może coś eleganckiego? Nie, pomyśli, że coś się stało. Wyzywająco? Nie, zbyt "do przodu". Po prostu na luzie, jak zawsze? Idealnie. Założyłam zwykłe czerwone rurki i moją ukochaną bluzkę. Co z tego, że była męska. Ważnie, że mi się podobała. Ubranie miałam już z głowy. Teraz jeszcze fryzura i makijaż. Postanowiłam, że z włosami nie zrobię nic. Tylko je rozczesałam. Makijaż zrobiłam delikatny. Tylko tusz do rzęs i delikatny błyszczyk. O 17:30 założyłam trampki i kurtkę, i wyszłam z domu. Pod jego domem byłam około 17:55. Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył.
- Cześć! - powiedziałam i go przytuliłam.
- Hej! Stęskniłem się za tobą. - odpowiedział, przytulając się do mnie. - Wejdź. Napijesz się czegoś?
- Chętnie. Poproszę wody. - uśmiechnęłam się do niego. Poszedł do kuchni i przyniósł nam wody. Usiadł na kanapie z beztroską miną. Nie wiedział, że chciałam mu właśnie powiedzieć coś dla mnie bardzo ważnego. Zastanawiałam się "Powiedzieć mu? A może nie jestem jeszcze gotowa..." W końcu zebrałam się na odwagę i po prostu to powiedziałam.
- Ja... Muszę Ci coś powiedzieć... - zaczęłam niepewnie.
- Ale nigdzie nie wyjeżdżasz?? - zapytał mnie.
- Nie - na chwilę się uśmiechnęłam, lecz po chwili uśmiech zniknął z mojej twarzy - Dobra, nie będę więcej przed tobą tego ukrywała. Nie wiem jak na to zareagujesz ale ok. Nie jest to za dużo. To tylko dwa słowa. Posłuchaj, ja... - zawahałam się. "Nie! Musisz mu to powiedzieć!" Okey. Raz się żyję. -Kocham Cię! - powiedziałam i wbijałam swój wzrok w podłogę. Jednak nie mogłam wytrzymać i na niego spojrzałam. Miał dziwną minę. W końcu odpowiedział.
- Ja, nie wiem co powiedzieć. Słuchaj, ja też cię kocham ale...
- No właśnie ale... - powiedziałam ale raczej sama do siebie.
- Ale...Jak siostrę. Przepraszam jeśli Cię zraniłem. Co ja gadam! - palnął się w czoło z otwartej dłoni. - Na pewno to zrobiłem i przepraszam. Naprawdę.
Nawet nie zorientowałam się kiedy z moich oczu zaczęły lecieć łzy. On otarł je swoim kciukiem.
- Mam do ciebie jedną prośbę. Tylko ją spełnij, a ja zniknę z twojego życia...na zawsze.
- Nie! Nie możesz mi tego zrobić. Nie odchodź. Proszę Cię. Dalej możemy być przyjaciółmi!
- Tylko wiesz. Bycie tylko przyjaciółmi dla ciebie to radość. Dla mnie, tylko i wyłącznie ból, że nie mogę Cię mieć. Zrozum tak będzie lepiej i dla mnie, i dla ciebie...
- A jak jest ta twoja prośba?
- Chcę żebyś ten jeden, jedyny raz mnie pocałował... Jeśli nie chcesz zrozumiem to i...
- Nie. Jeśli tego chcesz. I poczujesz się przez to szczęśliwsza to proszę... - Chciałam coś powiedzieć ale on zatkał mi usta swoimi ustami. To było niesamowite. Z myślą, że już nigdy nie posmakuję jego ust. Stałam się bardziej zachłanna. Po prostu się bałam. Dlatego starałam się wyciągnąć jak najwięcej z tego pocałunku. Jednak kiedyś w końcu musiał się skończyć. Gdy on się ode mnie oderwał. Ja po prostu wstałam, szybko założyłam buty i wybiegłam... Nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam. Może bałam się jego reakcji? Nie, przecież to on mnie pocałował. Bałam się tego, że nie będę mogła tam wytrzymać siedząc obok niego... I znów będę chciała go pocałować. Wbiegłam do domu, do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Mogłam się domyślić, że on nie odwzajemni tego uczucia, którym go darze. Przecież to życie, nie bajka czy opowiadanie... Teraz dopiero sobie uświadomiłam, że mogłam mu tego nie mówić. Przynajmniej dalej byśmy byli przyjaciółmi. On próbował się ze mną skontaktować. Dzwonił, pisał sms'y, pisał przez Twittera, przychodził do domu. Potrafił stać pod moimi drzwiami prze godzinę, pukać i dzwonić. Ja nigdy mu nie otworzyłam. Nawet nie przeczytałam tych wszystkich sms'ów. Przeczytałam tylko jeden. "[T.I.], przepraszam. Proszę odezwij się. Przecież to tak nie wiele. Proszę cię tylko o jeden telefon czy sms. Proszę... Chcę z tobą porozmawiać." Gdy to czytałam łzy z moich oczu lały się hektolitrami. Po jakimś miesiącu on ustąpił. Z jednej strony poczułam...ulgę, radość? Może nie tak dosłowną radość. To było raczej coś w stylu, takiego poczucia, że on odpuścił, ułoży sobie życie z kim innym, będzie szczęśliwy... Z drugiej strony to raczej był ból, smutek, rozpacz. Dlaczego? Bo jednak mi go brakowało. I to bardzo. Czułam się niepotrzebna. Nie miałam przyjaciółki, której mogłam się wyżalić. To on "nią" był. On był moim przyjacielem. Jemu ze wszystkiego się zwierzałam. Tak jak on mi. Przychodził do mnie z pytaniami o dziewczyny. Zawsze gdy przychodził i mówił: "Wiesz, poznałem fajną dziewczynę..." i tak dalej, i tak dalej, po prostu chciało mi się płakac. Przy nim starałam się byc "dzielna". Płakałam dopiero gdy wychodził. Jednak gdy mi się to nie udawało, wychodziłam do łazienki. Siedziałam tam 10 minut, by się wypłakac i wrócic do porzedniego stanu. Gdy do niego wracałam, on nie wiedział co się stało, a ja nigdy nie chciałam mu powiedziec. Wiem, że go to bolało bo zawsze ze wszystkiego się mu zwierzałam. Ale wtedy... wtedy nie mogłam. Wracając do teraźniejszości. Postanowiłam, że pójdę na spacer. Do parku. Do naszego miejsca. Na obrzeżach parku płynęła rzeczka. Chyba nikt prócz nas nie wiedział o tym miejscu. Ubrałam się i wyszłam.  Doszłam na polankę, usiadłam i patrzyłam na płynącą po woli wodę. Ona nie miała zmartwień. Płynęła sobie spokojnie. Nie miała problemów. Nie kochała kogoś, kto nie kochał jej. Siedziałam, wpatrywałam się w wodę i płakałam. gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się. Tak, to był on.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Przyszedłem tu, żeby robić to co ty...
- Czyli płakać? - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Możliwe... Chciałem pobyć sam. Ale jak widać nie jest mi to dane. - powiedział ze śmiechem. - Dobra, a teraz tak na poważnie... - Jego mina była naprawdę poważna. Jak nigdy. - ...Dlaczego uciekłaś? Dlaczego nie chciałaś do mnie zadzwonić, czy napisać tego głupiego sms'a, że nic Ci nie jest? Wiesz jak ja się o Ciebie martwiłem!?! - prawie krzyczał. Ja nie wiedziałam co powiedzieć, więc nic nie mówiłam. - Odpowiesz mi!?!
- CZY WRESZCIE ZROZUMIESZ, ŻE DLA MNIE PRZEBYWANIE Z TOBĄ, WYWOŁUJĘ W MOIM SERCU TYLKO BÓL!?!?! - zaczęłam krzyczeć. Nawet nie wiem dlaczego. - ZROZUMIESZ, CZY NIE? MOŻE MAM CI TO JESZCZE RAZ WYTŁUMACZYĆ?!?! JAK TYLKO NA CIEBIE PATRZE MAM OCHOTĘ PO PROSTU DO CIBIE PODEJŚĆ I CIĘ POCAŁOWAĆ! TY NIE WIESZ CO JA CZUJĘ...
- Uwierz, że wiem... - przerwał mi.
- NIE, NIE WIESZ! TY JESTEŚ LOUIS TOMLINSON! - powiedziałam z sarkazmem -  CIBIE KOCHAJĄ TYSIĄCE. CO JA GADAM MILIONY DZIEWCZYN. TY MOŻESZ MIEĆ KAŻDĄ, KTÓREJ TYLKO ZAPRAGNIESZ. BO TY CHCESZ!
- Od zawsze tak o mnie myślisz? - zapytał ze smutkiem i łzami w oczach. Dopiero teraz zrozumiałam, że go tym zraniłam.
- Nie, nie od zawsze. Ale zrozum... Nigdy nie poczujesz tego co ja czuję w tej chwili...
- A co jeśli tak?
- Wątpię... - powiedziałam i stałam, nie ruszając się z miejsca z głową spuszczoną w dół. Gdy podniosłam głowę by na niego spojrzeć.... Jego nie było! Nie było! Po prostu sobie poszedł! I nie, on wcale nie zachowuje się jak rozpieszczona gwiazdka. Nie mogę uwierzyć jak przez ten miesiąc się zmienił. I pomyśleć, że to wszystko przeze mnie... Mogłam mu tego nie mówić. Teraz było by o wiele lepiej. Bez kłótni.

 TERAZ WŁĄCZ TĄ PIOSENKĘ!: http://www.youtube.com/watch?v=5anLPw0Efmo

 Poszłam do domu. Do swojego pokoju. Napisałam list do Lou. Weszłam do łazienki i wzięłam żyletkę. Usiadłam na podłodze. Zaczęłam wycinać sobie nią na ręce"Louis", a pod spotem "I Will Always Love You". Czułam ból. Ale nie przeszkadzało mi to. Chciałam tylko umrzeć. Gdy wycinałam na swojej ręce ostatnią literkę zaczęłam zsuwać się na podłogę. Zanim zamknęłam oczy usłyszałam tylko jak ktoś wchodzi do domu. To był on. Krzyknęłam tylko:
- Jestem na górze! - i umarłam? Możliwe. Nie. Naprawdę umarłam. Leżałam na podłodze cała we krwi, gdy do łazienki wszedł Lou. Od razu przy mnie uklęknął i wyjął telefon aby zadzwonić po pogotowie. Płakał. Zobaczył co napisałam sobie na ręce i jeszcze bardziej zaczął płakać. Przyjechali szybko. Tylko, że ja już nie żyłam. Lekarz powiedział mu, że nie żyję. On wybuchnął płaczem. Wszedł do mojego pokoju i  zobaczył kartkę na biurku. Odwinął ją i zaczął czytać na głos, przez łzy.
"Kochany Lou!
 Teraz gdy to czytasz, mnie już pewnie nie ma na tym świecie. Dobrze wiesz jaki był powód mojego samobójstwa. Kochałam Cię jak jeszcze nigdy, nikogo. Dobrze wiedziałam, że możesz nie mogę Cię zmusić byś odwzajemnił moje uczucia. Nie spodziewałam się jednak, że będzie to tak bolało. Proszę, powiadom moich rodziców o tym co zrobiłam... I mam jeszcze jedną ostatnią prośbę. Proszę, tylko się nie zabijaj. Pomyśl, co będą czuli chłopaki. A co dopiero twoje fanki...
Na zawsze twoja [T.I.] "
 Zrobił wszystko o co go prosiłam. A ja cały czas nad nim czuwałam i starałam się sprawiać by z każdym dniem był szczęśliwszy. Nie chciałam aby o mnie zapomniał tylko, żeby ułożył sobie życie z kimś kogo kocha. Tak też się stało...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na początku miałam napisać wesoły ale coś mnie wzięło i napisałam taki smutny. Mam nadzieję, że się podoba :D Wstawiłam go też na drugiego bloga.

2 komentarze:

  1. Dziewczyno.! nawet nie wiesz jak sie rozkleiłam.! Szczerze mówiąc ten Jednopart podoba mi się o wiele bardziej niż całe opowiadanie. Jest po prostu w inny sposób napisany.Naprawdę świetnie xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o tym. Opowiadanie pisałam już dawno tylko teraz dodałam na bloga. A jednopart teraz. Teraz już inaczej pisze. Bardziej 'emocjonująco'. Postaram się to wprowadzić do opowiadania. Cieszę się, że Ci się spodobał. <3

      Usuń