poniedziałek, 24 grudnia 2012

ŚWIĄTECZNY IMAGIN PT. "MAGIA ŚWIĄT"

*oczami Lou*
To już dzisiaj mam się oświadczyć Eleanor. Sam bym sobie nie poradził. Na szczęście chłopaki oraz Dan i Perrie mi pomogą. Dziewczyny mają ją zabrać na zakupy i kopic jej coś odpowiedniego na tą okazję, a chłopaki pomogą mi przygotować dom. Jest kwiecień tak więc wszystko odbędzie się na dworzu w altance. Na jej środku będzie stał stolik ozdobiony różami. Do samej altanki będzie prowadziła ścieżka usłana również różami, a naokoło niej będą świece. Ścieżka ta będzie prowadziła aż od drzwi wejściowych domu. Mam piękny pierścionek. Mam nadzieję, że jej się spodoba.
- Lou, nie denerwuj się tak. - powiedział do mnie spokojnym głosem Liam.
- Zobaczymy czy ty się nie będziesz denerwować jak będziesz miał się oświadczyć Danielle... - odparłem. - Gdzie jest Hazz? - zapytałem, ponieważ nigdzie go nie widziałem.
- U siebie. - powiedział Zayn. Więc ruszyłem po schodach do pokoju chłopaka. Zapukałem i nie czekając na zgodę wszedłem do pokoju.
- Cześć! Coś się stało? - zapytałem z uśmiechem.
- Nie, nic. Tylko jakoś się źle czuje.
- Chyba nie jesteś zazdrosny co? - znów zapytałem, tym razem z większym uśmiechem.
- Tak, jestem. - udał obrażonego i odwrócił się w stronę okna.
- Oj Harry, Harry. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Jesteśmy przyjaciółmi. Możesz mi powiedzieć wszystko. - powiedziałem do niego, przytulając go od tyłu. - No już. A teraz się nie obrażaj tylko choć nam pomóc. Ok?
- Okey. - odpowiedział, po czym ruszyliśmy na dół. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo?...Cześć Dan.... Ok. Przytrzymajcie ją w tej galerii do jakiejś 19. Ok?... Dobra to pa.
- Co jest? - zapytał Zayn.
- Dan i Pezz właśnie jadą z El do galerii. No ale dosyć tych pogaduszek. Bierzemy się do pracy!
- Ja idę do swojego pokoju. Ok? Jakoś źle się czuje... - powiedział Harry.
- Okey. Idź. Poradzimy sobie. - odpowiedziałem.
*oczami Harry'ego*
"Jak on mógł mi to zrobić? Przecież to mój najlepszy przyjaciel...Ale... on o tym nie wie. W sumie to ja poznałem z nim El. No prawda zerwałem z nią, ale nadal...nadal jestem zazdrosny... Kto by pomyślał, że moja była i mój przyjaciel wezmą ślub. I to wszystko przeze mnie. Jestem głupi! Sam przez siebie cierpie... Nie wybaczę sobie tego..."
Wstałem i pobiegłem do łazienki. Znalazłem żyletkę. Tak. Chciałem się pociąć. Może nie zabić, ale sprawić sobie ból by zapomnieć o El i Lou. Wziąłem ją do ręki, przyłożyłem do nadgarstka i lekko przycisnąłem. Przejechałem żyletką wzdłuż niego. Od razu polała się krew. Bolało mnie, ale to zlekceważyłem. Zacząłem sobie 'wycinać' na ręce "Eleanor". Gdy byłem przy drugim e do łazienki nagle wszedł Lou. Szybko zakryłem rękę, ale to nic nie dało, bo i tak wszędzie była krew.
- Boże Harry! Co ty robisz!?
- Ja? Nic. Siedzę sobie.
- Hazz debilu! Czemu to zrobiłeś!? - krzyczał na mnie.
- Nie krzycz na mnie! Nie jesteś moim ojcem, żeby mi mówić co mi wolno, a co nie! - wybuchłem.
- Ale jesteś moim przyjacielem i się o Ciebie martwię... - powiedział bardzo spokojnym tonem - zupełnie innym niż ja.
- Jakbyś się o mnie martwił to byś mi czegoś takiego nie zrobił!
- Ale czego? Hazz ja nie wiem o co Ci chodzi...
- Wiesz! Dobrze wiesz!
- Nie, nie wiem! - teraz zaczął krzyczeć tak jak ja.
- Louis, ja... - i wtedy do łazienki wszedł Liam. Gdy zobaczył moją rękę od razu zaczął ją opatrywać. Oczywiście zobaczył te litery, które zdążyłem sobie 'wyciąć'. Na szczęście Lou ich nie widział.
*oczami Liam'a*
"Czyżby nasz Harry był zazdrosny? Chyba tak. Ale żeby, aż tak? To dziwne. No, ale nawet, to skoro jest zazdrosny o Lou to czemu miał na ręce El... O mój Boże! On jest zazdrosny o Eleanor?? No tego to się nie spodziewałem! Idę z nim pogadać..."
wszedłem do pokoju Harry'ego i usiadłem na łóżku, na którym on leżał i patrzył w sufit.
- Hazz, czy ty nadal...?? - zacząłem.
- Tak nadal. A co?? - przerwał mi.
- Nic. Tak tylko pytam... Ale jesteś pewny??
- Tak jestem. Jak jeszcze nigdy niczego!
- Aa. Ok. - chciałem wstać. - Tylko nie mów nikomu, a zwłaszcza Louis'owi. Okey?
- Okey. Wiesz, że możesz na mnie liczyć... - uśmiechnąłem się, wstałem i wyszedłem z jego pokoju. Zszedłem na dół do reszty.
- Co się stało? Czemu on się pociął?? - pytał Zayn.
- Ja nic nie wiem. Nic mi nie chciał powiedzieć... - udawałem, że nic nie wiem.
- Liam do jasnej cholery! Przecież wiem, że Ci powiedział! - zaczął krzyczeć Louis.
- Nic mi nie powiedział! - broniłem swojego.
- Ale pewnie widziałeś to czego on nie chciał mi pokazać!
- To znaczy czego? - teraz na serio nie wiedziałem o co chodzi.
- No to co sobie wyciął żyletką... - już wiedziałem. Ale przecież ani nie mogłem wydać Hazzy, ani nie mogłem okłamać chłopaków.
- Jak chcesz wiedzieć to się go zapytaj... - odparłem.
- Ale on mi nic nie powie!
- Widocznie to coś prywatnego...
- Ale tobie pokazał. - wtrącił się Niall.
- Nie z własnej woli. Zakładałem mu bandaż więc musiał mi to pokazać. Tylko kazał obiecać, że wam nie powiem...
- Dobra. Idę do niego. - powiedział Lou i wszedł po schodach.
*oczami Louis'a*
"Muszę się dowiedzieć o co chodzi! Podobno to moja wina... Ciekawe o co mu chodziło..."
Wszedłem do pokoju Harry'ego bez pukania. Spał. "On tak słodko wygląda jak śpi... no ale trudno muszę go obudzić..."
Potrząsłem go za ramię. Obudził się od razu.
- Co chcesz?? - zapytał.
- Chciałem pogadać... Słuchaj Hazz. Powiedz mi o co chodzi. Co ja Ci takiego zrobiłem, że to przeze mnie się tniesz? Harry martwię się o Ciebie... - gadałem, i gadałem, i gadałem...
- Lou ja bym chciał, ale nie mogę Ci powiedzieć. I nie czuj się winny, bo to moja wina. Wtedy w łazience mnie poniosło. Przepraszam... - wtedy już nie wiedziałem co myśleć. Czy on mówił prawdę teraz, czy wtedy w łazience... MOŻE KIEDYŚ się dowiem. Jednak postanowiłem spróbować jeszcze raz.
- Hazz może jednak mi powiesz?
- Nie Louis. Nie teraz... - mówił patrząc w podłogę
- No okey. Jak będziesz miał ochotę to zejdź do nas na dół. Dobra?
- Okey. W razie czego zejdę. - uśmiechnął się, a ja wyszedłem z jego 'królestwa' i udałem się do chłopaków.
- Mówiłem, że nic nie będzie chciał powiedzieć??
- Ja nie mówiłem, że Ci powie. Będzie gotowy to Ci powie. Uwierz... - mówił Liam. - No ale teraz bierzmy się do roboty, bo mamy mało czasu.
- Okey. - odparłem z radością i zaczęliśmy kończyć przygotowania do moich oświadczyn. Harry do samego wieczoru nie zszedł na dół. Miałem nadzieję, że jak już oświadczę się El to przyjdzie z wszystkimi do domu.
*oczami El*
- Po co jedziemy do tej galerii?? Jestem umówiona z Louis'em na 19.
- Tak wiemy. Ale małe zakupy Ci nie zaszkodzą. - powiedziała z uśmiechem Perrie. - kupimy coś ładnego, napijemy się kawy, poplotkujemy. Nawet nie mów, że nie podoba Ci się ten pomysł...
- No ok. Podoba mi się. Ale nie chcę się spóźnić do Lou. Dobrze?
- Dobrze, dobrze... - powiedziała Dan parkując samochód. Wysiadłyśmy, weszłyśmy do środka i wtedy się zaczęło. Gdy przechodziłam obok jednego sklepu zobaczyłam na wystawie piękną sukienkę. Dziewczyny to zauważyły, więc od razu weszły do środka i kazały mi ją przymierzyć. Była idealna.
*oczami Danielle*
Nie miałyśmy problemu z namawianiem jej na elegancką sukienkę, bo sama ją sobie wybrała.
Jeden kłopot mniej. Jeszcze tylko buty i dodatki.
- Chodźmy. Teraz kupimy jakieś pasujące buty i dodatki. - dziewczyny od razu się zgodziły. Z dobraniem i kupnem tego wszystkiego zeszło nam do 18:30.
- Chodźmy już. Mam tylko pół godziny. - denerwowała się Eleanor.
- Okey. A może przebierzesz się w to co kupiłaś? - Pezz zaczęła ją podpuszczać.
- Po co? - odparła El.
- W końcu to randka. Jakoś musisz wyglądać. - wtrąciłam się.
- Okey. - poszłyśmy do łazienki, a El szybko się przebrała. Następnie weszłyśmy do samochodu i podjechałyśmy pod dom chłopaków.
- No to ja idę. Cześć! - pożegnała się dziewczyna.
- Cześć! - odparłyśmy chórem z Perrie.
*oczami Louis'a*
Chłopaki wyszli z domu o 18:30. Jak El wejdzie do domu mieli wejść do samochodu Dan i pojechać do niej do domu, i czekać na telefon, że mogą już przyjechać. O 18:55 zapukała El. Ja siedziałem w salonie. Krzyknąłem "Otwarte!" i pobiegłem do altanki. Czekałem, aż przyjdzie.
*oczami Eleanor*
Gdy usłyszałam "Otwarte!" nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Zauważyłam ścieżkę z płatków róż, więc po niej szłam, aż doszłam do altanki, w której stał mój Lou w garniturze.
- Tu jest pięknie! Co to za okazja??- zapytałam.
- Bo cię kocham? - odpowiedział pytaniem i mnie pocałował. - Zapraszam do stołu. - odsunął mi krzesło jak prawdziwy dżentelmen. Po dwóch godzinach siedzenia, jedzenie i rozmawiania Louis nagle wstał...
*oczami Narratora*
Louis jeszcze nigdy nie był tak zdenerwowany jak teraz. Denerwował się nawet bardziej niż przed castingiem do X Factor. Eleanor była zaś zdziwiona. Nie wiedziała co się dzieję. Chłopak uklęknął prze dziewczyną i wyciągnął z kieszeni małe czerwone pudełeczko.
- Eleanor jesteś bardzo ważną osobą dla mnie. Jesteś moim słońcem na niebie. Jesteś moim powietrzem. Jesteś moim małym kwiatuszkiem. I choćby zaproponowano mi całą lakę takich kwiatuszków, ja i tak wybrałbym Ciebie. - dziewczyna zaczynała płakać, ze szczęścia oczywiście. - Dlatego mam do Ciebie to pytanie, które chłopak, a właściwie mężczyzna - choć nie wiem, czy mogę tak siebie nazwać... - dziewczyna cicho się zaśmiała - zadaje dziewczynie, bądź kobiecie bardzo dla niego ważnej. Tak więc... Eleanor Calder, czy zechcesz być matką moich dzieci, czy zechcesz spędzić ze mną resztę swoich dni, czy zechcesz zostać moją panią Tomlinson? - chłopak otworzył pudełeczko, w którym był piękny srebrny pierścionek z diamentem. Dziewczyna natomiast rozkleiła się już totalnie. Nic nie mówiła.
- Zgodzisz się? - zapytał Louis. Ona tylko kiwnęła głową, bo nie mogła wydusić z siebie słowa. Szczęśliwy chłopak założył jej pierścionek na palec i czule ją pocałował.

Harry natomiast pogodził się z faktem, że El jest z Lou. I nie miał zamiaru psuć ich związku, chociaż w głębi duszy nadal chciał być z Eleanor...
~.~ 2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ ~.~
*oczami Eleanor*
"Jak ja mam mu to powiedzieć. Boje się jak na to zareaguje. Chociaż nie powinno być tak źle. Od miesiąca jesteśmy małżeństwem..."
- Louis, możemy porozmawiać? - zapytałam, mojego - już - męża.
- Tak, oczywiście skarbie. - odparł z uśmiechem, na co ja usiadłam mu na kolanach - przodem do niego.
- Louis, ja... - bałam się. - Jestem w ciąży.
- Naprawdę? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak. - odpowiedziałam bardzo cicho.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! Dzwonie do chłopaków! - odetchnęłam z ulgą.
~.~ 7 MIESIĘCY PÓŹNIEJ ~.~
- Louis, myślę, że to już... - zaczynałam rodzic.
- Zbieraj się. Jedziemy do szpitala. Jak moje dziecko urodzi się tego samego dnia co ja będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. - zaczął gadać Lou. Pojechaliśmy do szpitala. Po godzinie przyjechali chłopcy z Dan i Pezz. Nasz mały synek urodził się dokładnie 24.12.2012 roku o godzinie 13:57. Dokładnie 21 lat po jego tatusiu. Zdecydowaliśmy, - a raczej Louis zdecydował - że damy mu na imię Kevin.
*oczami Narratora*
To się nazywa prawdziwa Magia Świąt!
Nie chciałabym pisać zakończenia typu: "I żyli długo i szczęśliwie. KONIEC!" Bo to bez sensu. Lepiej napisać coś... nie wiem jak to określić. Coś takiego bardziej interesującego.
Więc Louis, Eleanor i Kevin tworzą szczęśliwą, kochającą się rodzinkę. Lou nie przerwał kariery. Dalej koncertuje, jednak nie wyjeżdża z domu na więcej niż miesiąc. Nie chce zostawiać El samej z dzieckiem.

Liam oświadczył się Danielle - może kiedyś to wam opiszę, bo to było naprawdę piękne! - i teraz oczekują narodzin dziecka. Dan jest w 4 miesiącu ciąży.

Natomiast Zayn planuje oświadczyć się Perrie. Przygotowania idą pełną parą!

A no i jeszcze Niall. On nadal czeka na swoją księżniczkę... Jestem pewna, że już niedługo ją znajdzie...

-------------------------------------------------------------------------
MAM PYTANIE: Może zrobić z tego opowiadanie? Czytałby ktoś? Podoba wam się w ogóle??

1 komentarz: